wtorek, 4 czerwca 2013

Madzior w Stolicy

Wybrałam się w ostatni łikend do Stolicy, w sprawach zupełnie nie-biegowych. Ale jest jeden powód, dlaczego piszę o tym właśnie tutaj.

Ile w Warszawie jest biegaczy!

Jeździłam, obserwowałam ulice, a serce mi rosło. Już jak wjeżdżałam pierwszego dnia na Most Śląsko-Dąbrowski,  zobaczyłam dwóch truchtaczy. Miły to był widok, mało nie pisnęłam z radości :)
Przez następne dni, natykałam się na truchtaczy co parę minut. Truchtaczy różnych - młodych, starych, zmęczonych i świeżych, drobiących z nóżki na nóżkę i zasuwających jak ta lala. Kobiety i mężczyzn. Z telefonami, zegarkami, w obuwiu profesjonalnymi, a czasem i zwykłym.

To było piękne. To było budujące. Duch w narodzie nie ginie.
W moim miasteczku nie jest to widok częsty, do tego stopnia, że jak się w końcu człowiek na jakiegoś biegnącego natknie, to ma ochotę paść mu w ramiona i zakrzyknąć "bracie!".

Napatrzyłam się i nacieszyłam pod sam korek!

Wczoraj mąż wybrał się przetestować nowe buty, które mu sprezentowałam na urodziny. Pogoda była ładna, wzięłam balast (czytaj: młodsze dziecko) na fotelik rowerowy i wybrałam się razem z nim. Przebyliśmy prawie 10 km, ja głównie z nogami latorośli umieszczonymi na moich plecach, biodrach, czy gdzie się tam dało. Przy czym mąż stwierdził, że od dzisiaj będzie częściej tak biegał, bo świetnie mu nadaję tempo do biegania. Biegł 4,30 min/km i powiem szczerze, że czasem ledwo się za nim wyrabiałam :)

Ale warto było, wokół zieleń, rzeka odbijająca niebo, świerszcze i cisza, absolutna cisza.

2 komentarze:

  1. Mam podobne odczucia jak Ty w Wawie, gdy jestem w Poznaniu - mam wrażenie że tam się roi od biegaczy, że są wszędzie, podczas gdy w moim miasteczku zdecydowanie mniej osób biega, ale się to zmienia powoli...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas całkowite pustki! Za to coraz więcej kobiet, kobiet! chodzi z kijkami :) To jest zauważalna zmiana.

      Usuń