poniedziałek, 19 listopada 2012

Szykuje się fajna impreza

... a razem z nią debiut biegowy mojego męża. Już od jakiegoś czasu zawraca mi głowę, że chciałby w czymś wystartować i wcale nie ma na myśli konkursu "odkurz największą powierzchnię, w jak najkrótszym czasie" (ciekawe dlaczego)? Ma w pracy dwóch znajomych maratończyków, którzy przybiegają do pracy, biegną z pracy do domu, a także biegają w czasie pracy, o ile warunki im na to pozwalają. I oni właśnie napomknęli mężowi o Półmaratonie Św. Mikołajów w Toruniu.

BIEG ŚW. MIKOŁAJÓW

Grzechem byłoby nie skorzystać, zwłaszcza, że i panowie się wybierają, więc miałby fachowych porad pod dostatkiem i przewodnictwo pod nosem. Więc zapisałam go w ramach prezentu z okazji 10 rocznicy ślubu.

Nie byłabym sobą, gdyby znowu nie zrobiła wtrętu motywacyjnego. Mariusz zaczął biegać w maju, pokonywał dystans 2,5 km z językiem na plecach. Po takim biegu odpoczywał ze 3 godziny, na drugi dzień nie mógł się ruszyć. Ostatnio przebiegł 25 kilometrów. Czy mam wyliczać procentowo, jaki to postęp? :)

Nie wiem, czy załapię się na miejsce w samochodzie, bo ekipa jedzie silna ciałem i duchem, pewnie ewentualnie łapię się na miejsce biegnące za samochodem :)

***
Dziś była świetna pogoda do biegania, bo zupełny brak wiatru. Już w pracy siedziałam jak na szpilkach, marzyłam tylko o chwili, w której włożę moje buty i wybiegam tę złość. Bo dzień był fatalny. Wybiegałam, dziś nie muszę już nic więcej.

2 komentarze:

  1. Też bym wystartował, ale kawał drogi i ani czas ani finanse już nie pozwalają w tym roku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda! Życie biegacza jest ciężkie, tyle imprez! :)

      Usuń